wtorek, 2 czerwca 2015

Rozdział 2 "Po co ci to było? "

Obudziłam się o 21. Ogarnęłam się i była już 22.40, więc pojechałam do pracy. Dziś pracowałam z Vinem, bo Mike musiał gdzieś jechać (chyba, nie słuchałam go). Gdy nastała 12 zaczęłam wartę. Do 4 nic się nie działo, ale o 5 stało się coś strasznego...
Ja i Vin byliśmy w oddzielnych biurach, więc ledwo wiedzieliśmy się przez zakrwawioną szybę. Cały czas patrzyłam na kamery, ale nigdzie nie było go widać.  Chwila nie uwagi i stanął za mną. Był to Springtrap... obróciłam się po woli na krześle i... naprawdę był to Spring. Zemdlałam. Nie mam pojęcia co dalej się działo... obudziłam się na podłodze cała we krwi. Miałam ranę na dłoni z której ciurkiem leciała krew. Zdążyłam tylko krzyknąć:
-Vin! VINCENT! - i znów zemdlałam.

                                      ***
Obudziłam się w szpitalu. Nie wiedziałam co się stało, nic nie pamiętałam. Zobaczyłam na końcu sali Vina i moją przyjaciółkę Laurę rozmawiających z lekarzami. Laura powiedziała coś do Vincenta, a ten wyszedł. Podeszła do mnie...
Dobrze się czujesz? Może ci coś kupić do jedzenia? -zapytała mnie Laura.
- Już trochę lepiej. Nie musisz mi nic kupować, dzięki. -odpowiedziałam.
- Co się stało? -znów mnie zapytała.
-Mały wypadek w pracy...
-Mały?! Dziewczyno to miałaś operację ręki!
-Gdy wyzdrowieje wszystko Ci wyjaśnię, ok?
-Normalnie bym nie ustąpiła, ale ok. -powiedziała.
-Mogłabyś zawołać Vincenta? No wiesz... tego w fioletowej koszuli.
-Jasne. Już i tak muszę iść.  Na razie! Jutro przyjdę. -pożegnała się Laura.
Poczekałam chwilę i przyszedł Vincent.
-C-cześć - przywitałam się.
-Cześć - odpowiedział.
-Przepraszam... -zaczął.
-To nie twoja wina! Mogłeś nie usłyszeć... -przerwałam mu wpół zdania.
Vin nie odpowiedział.  Dopiero za chwilę powiedział.
-Lekarz mówił że jeśli nie będzie infekcji ran wyjdziesz za tydzień. - potrzebujemy więc na ten czas dwóch pracowników... Mike wyjechał w ważnej sprawie na drugi koniec kraju... ja nie dam rady sam. Hej! Może twoja przyjaciółka zgodzi się pracować?
-Zapytam ją jutro,  choć wątpię czy będzie chciała tam pracować. -odpowiedziałam zakłopotana.
-Poczekaj chwilę,  szef dzwoni. -powiedział i wyszedł na korytarz.
Po mniej więcej 15 minutach Vin przyszedł znów do sali.
-Dzwonił szef i... zgłosił się jeden typek do pracy, prawdopodobnie zostanie na stałe.  Pracował dwa lata temu w Freddy Fazbear's Pizza i zna się na animatronikach. Pomyśleliśmy że będzie z tobą w biurze. Chciałabyś mieć kogoś do pomocy? -zapytał.
-Jasne. Przydałby się ktoś...
Dobra muszę lecieć. Do zobaczenia! -pożegnał się.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz