środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 5 "Jeremy i jego NIE nakręcanie pozytywki..."

Obudziłam się wcześnie rano. Była 7... Ogarnęłam się i zjadłam śniadanie. Nic ciekawego nie leciało w telewizji... *Wiem! Pójdę z Laurą do pizzerii na śniadenie* Podeszłam pod jej dom (mamy do siebie kilkaset metrów) i zapukałam (czyt. Wbiegłam do jej domu krzycząc "cześć"). Siedziała przed telewizorem i oglądała telewizję. Spojrzała na mnie  i przywitała się. (Czyt. Co ty tu robisz?!)
-Eee... Chciałabyś może iść do pizzerii? -zapytałam.
-Nie jadłam jeszcze śniadania więc... chętnie! -odpowiedziała z uśmiechem -polubiłam tą pracę...
Nic nie odpowiedziałam, uśmiechnęłam się tylko.
O 9 byłyśmy już w pizzerii. Zamówiłyśmy zestaw kanapek *były mega* i rozmawiałyśmy o pracy... 
-Mogę zapytać dlaczego chodzisz w ubraniach do pracy? -zapytała mnie z dziwną miną.
-Lubię chodzić po pizzerii w ubraniach do pracy. -odpowiedziałam z głupią miną.
Laura podeszła do mnie powiedziała: -Ta praca zryła ci banie.- i poklepała mnie po plecach.
-Wiem- odpowiedziałam. *Tak, ta praca zryła mi banie.*
Gdy gadałyśmy zauważyłyśmy Mike'a w jadalni.
-Cześć! -krzyknęłyśmy *niestety* równocześnie.
-Cześć -odpowiedział- dlaczego znowu chodzisz w mundurze? *Czyli tak to się nazywa?*
-Przygotowałam się do nocki. -odpowiedziałam.
-Czyli nie zapomniałaś że tu pracujesz? -zapytał drwiąco Mike.
-Nie, nie zapomniałam. -odpowiedziałam lekko oburzona. *Jak miałabym niby zapomnieć?*
Mike sobie poszedł *na szczęście* i znów zaczęłyśmy gadać. Gdy skończyłyśmy rozmawiać była już 11. 
- Może przejdziemy się do parku? -zaproponowałam.
- Chętnie. -odpowiedziała Laura, która chyba naprawdę miała ochotę na spacer *zdarza się to raz na RUSKI rok.*
Gdy doszłyśmy do parku zaczęłyśmy rozmawiać:
-Dlaczego nie jesteś na dziennej zmianie? -zaczęłam.
-Wolne mam. -odpowiedziała z uśmiechem (chyba zaczęło ją męczyć chodzenie do pracy nawet w niedzielę. Pewnie dlatego że należy do rodziny kanapowców, hah)
-Czyli na noc też nie idziesz?
-Nie.
-To z kim ja mam zmianę? -zapytałam zaciekawiona, oczywiście nikt nie mógł powiedzieć mi z kim teraz będę miała zmiany gdy wyszłam ze szpitala.
-Chyba z Jeremy'm. -odpowiedziała.
-Aaa, ok. Dzięki za wiadomość. -powiedziałam i uśmiechnęłam się. *z powodu że ktoś mi wreszcie powiedział...*
Gdy wróciłam do domu była już 14. Położyłam się spać i obudziłam się o 20. Za chwilę zadzwonił szef.
-Halo?
-Dzień dobry. -przywitał się.
-Dzień dobry. -odpowiedziałam.
-Czy mogłabyś zastąpić Vincenta przez cały tydzień? -zapytał.
-Oczywiście, coś się stało? -zapytałam.
-Musiał gdzieś wyjechać... -odpowiedział szef. -czyli załatwione?.
-Tak.
-Dobrze, cieszę się. Do widzenia. -powiedział.
-Do widzenia. -odpowiedziałam.

                                                                  ***
O 23 poszłam do pracy. Przywitałam się z Jeremy'm i usiadłam w biurze. Do drugiej nic się nie działo *jak zwykle* później wyskoczyła Marionetka.
-Jeremy. Czemu nie nakręciłeś pozytywki?! -wrzasnęłam na niego jednocześnie uciekając przed tym czymś.
-Myślałem że ty ją nakręciłaś! -krzyknął z drugiego końca pokoju.
-Trzeba było się zapytać! Teraz odciągnij tego cwela ode mnie!
Jeremy wziął do ręki kanapkę... i rzucił nią w Marionetkę. Ta złapała kanapkę swoimi *ohydnymi* rękami i wyszła z biura.
-A-aha...nie wiedziałam że Marionetki lubią kanapki z dżemem...-powiedziałam próbując nabrać powietrza.
-No widzisz. -powiedział Jeremy-nic ci nie zrobiła?
-Jedyne co, to rozdrapała mi ranę. -odpowiedziałam. *musiała, po prostu musiała*
-Może zadzwonić po pogotowie? W końcu to rana którą ci operowali... -zaproponował.
-Nie, co im niby powiesz? Że jesteśmy w przeklętej pizzerii i Marionetka która sama się rusza rozdrapała mi ranę? Nie uwierzą. -powiedziałam.
To co robimy? -zapytał.
-Nic...jeśli mam się wykrwawić, to nawet gdybym była w szpitalu wykrwawiłabym się w poczekalni. *to akurat prawda.*
Reszta nocy minęła spokojnie, bez głupich Marionetek. Jedynie raz przyszła Toy Chica. Gdy nastała szósta od razu poszłam po klucz od pizzerii. 
-Zawieźć cię do szpitala? -zapytał Jeremy.
-Jeśli mógłbyś... *niestety coś mnie podkusiło żeby nie brać samochodu* -odpowiedziałam.
-W którym szpitalu wtedy cię operowali? -zapytał mnie.
-Na Wall Street.  -odpowiedziałam.
-Dobra...
Za jakieś 10 minut dojechaliśmy na miejsce. Iść z tobą? -zapytał Jeremy.
Nie musisz. Dzięki za troskę. -powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
W szpitalu od razu gdy zgłosiłam się do recepcji, poszłam do gabinetu.
-Dzień dobry. -powiedział lekarz- Panna Philips?
-Tak -odpowiedziałam.
-Domyślam się że chodzi o rękę?
-Tak.
Lekarz zdjął mi opatrunek i osłupiał. Szwy były przedarte, a rana rozdrapana...
-Co pani sobie zrobiła?!
-Yyy... to bardzo długa historia...
-Dobrze. Założę nowe szwy, ale blizna zostanie.
Założono mi nowe szwy i po kilku godzinach wróciłam do domu. Byłam tak zmęczona że marzyłam tylko o położeniu się. Wzięłam gorącą kąpiel i poszłam spać.
Obudziłam się o 19. Byłam w ubraniu nocnego stróża, więc byłam gotowa do pracy. Poszłam do Laury i zaczęłyśmy rozmawiać. Laura dopiero teraz zauważyła bandaż.
-Znowu zrobiłaś sobie coś w rękę?  -zapytała.
-Szwy miałam nowe wkładane. -odpowiedziałam.
-bo..?
-Marionetka... -odpowiedziałam krzywiąc się.
-Aaa...
-Dobra, muszę iść mam nocną zmianę.  Na razie! -pożegnałam się.
-Cześć!  -odpowiedziała Laura.
         
                                ***
Dziś przyszłam do pracy trochę wcześniej.  Była 22.
Przywitałam się z Jeremy'm i poszłam do biura. Jeremy poszedł za mną. *chyba coś chciał*
-No i jak ręka? -zapytał.
-Nowe szwy... -odpowiedziałam.
-Mogłaś zadzwonić ze szpitala, odwiózł bym cię. -powiedział.
-Nie chciałam Cię budzić... a poza tym, nie powinieneś się aż tak o mnie martwić.  -odpowiedziałam.
Jeremy tylko się zarumienił *była to CHYBA jego reakcja naturalna. * i wybiła 12. Przez całą noc nie przyszedł żaden animatronik. *to chyba dobrze* cały czas się nudziliśmy aż w końcu wybiła 6.00!
-Masz ochotę na śniadanie? -zaproponował Jeremy.
-Jasne! -odpowiedziałam z szerokim uśmiechem.
Za 5 minut spotkaliśmy się w jadalni. Na śniadanie była pizza i kawa. Rozmawialiśmy i śmieliśmy chyba na całą pizzerię. Po chwili zadzwonił telefon Jeremy'iego.
-Zaraz przyjdę. -powiedział i odszedł trochę od stolika.
Za jakieś 5 minut Jeremy podbiegł do stołu powiedział coś pod nosem i wziął portfel.
-Natalia. Muszę iść! To bardzo pilne!
Gdy skończyłam jeść poszłam do domu.























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz