Pojechaliśmy do pracy o 22 (chcieliśmy jeszcze zjeść kolację...). W jadalni było jeszcze trochę dzieci i rodziców, więc usiedliśmy na samym końcu. Zamówiłam frytki, a Jeremy pizzę. *Zdążył już wytrzeźwieć, haha* Gdy zjadłam zauważyłam Mike'a przy drzwiach. Wstałam i podeszłam do niego.
-Cześć -powiedziałam.
-Cześć -odpowiedział-niezła wczoraj była impreza, co nie? -powiedział i cicho się zaśmiał.
-Noo...-odpowiedziałam.
-Pewnie nic nie pamiętasz? -zapytał.
-Tak. -odpowiedziałam śmiejąc się.
-Może i lepiej... -powiedział po czym odszedł.
Zrobiłam pytającą minę (bardziej do siebie) i poszłam z powrotem. Gdy poszliśmy do biura była już 23.40.
-Sprawdź czy kamery działają, ja sprawdzę wentylację. -powiedziałam.
Jeremy kiwnął głową i zaczął sprawdzać kamery. Ja nakręciłam jeszcze pozytywkę i usiadłam na krześle obok biurka. Wybiła 12, za chwilę przyszła Chica i zaczęła się drzeć (tak jak wczoraj). O 4 przyszedł Foxy, a o 5 Balloon Boy. Oczywiście BB musiał zabrać baterie...
-Jeremy... Balloon Boy zabrał baterie z latarki! -krzyknęłam.
Jeremy podszedł do animatronika (?) i wyrwał mu baterie z ręki. Przez Balloon Boy'a nie spojrzałam na kamerę na której zazwyczaj stoi Springtrap i...
-Springtrap zbliża się do biura! -powiedziałam ze strachem w oczach.
W tym czasie Springuś stał już przy szybie. Skończyła nam się energia, więc nie mogliśmy zamknąć drzwi. Springtrap wszedł do biura... byłam sparaliżowana przez strach, nie mogłam się ruszyć. Springtrap złapał Jeremy'iego za ramię.
-Miło Cię znów widzieć Jeremy... -powiedział i zaczął ciągnąć go w stronę sceny. Sparaliżowana nie mogłam się ruszyć. Za chwilę jednak przełamałam strach i pobiegłam w stronę sceny. Byli tam Freddy, Spring, Bonnie i Foxy.
-To co z nim zrobimy? -usłyszałam mechaniczny głos Foxy'iego.
Wbiegłam do pomieszczenia i zaczęłam drzeć się na wszystkie animatroniki które tam były. Na szczęście wybiła 6.00 i animatroniki* (*czyt. głupie cwele) puściły Jeremy'iego, po czym poszły na swoje miejsca. Jeremy sparaliżowany strachem nie mógł się ruszyć.
-Nic ci nie jest? -zapytałam troskliwie.
-N-nie, n-nie -odpowiedział.
-Chodźmy do domu... -powiedziałam.
Jeremy kiwnął głową i pojechaliśmy do mojego mieszkania. Gdy usiadłam na fotelu by pooglądać telewizję zadzwonił Mike.
-Halo?
-Cześć, tu Mike. -zaczął rozmowę.
-No mów co chcesz. -powiedziałam ziewając.
-Nadal nie wiesz co wydarzyło się na imprezie? -zapytał.
-Nie, i nie chcę wiedzieć... choć może... -odpowiedziałam.
-Całowałaś się z Jeremy'm -powiedział.
-Zmień dilera Mike, zmień dilera...
-Nie martw się, nie ćpam. Haha... -powiedział
-W takim razie więcej nie pij... -powiedziałam i prawie wybuchnęłam śmiechem.
-Hahaha bardzo śmieszne. -odpowiedział- ale to co mówię jest prawdą.
-Weź nie pierdziel Mike, tylko lepiej do pracy idź. -powiedziałam.
Później opowiedziałam Mike'owi o "wypadku" Jeremy'iego, pożegnałam się i rozłączyłam.
Włączyłam telewizor i chwilę pooglądałam, włączyłam wiadomości i prawie zakrztusiłam się śniadaniem.
-Jeremy! Chodź szybko! -krzyknęłam.
Jeremy podbiegł i zaczął patrzeć z zaciekawieniem w telewizor. W wiadomościach leciało coś takiego: "W 1987 r. w pizzerii Freddy Fazbear's Pizza zaginęła piątka dzieci. Prawdopodobnie zostały zamordowane, lecz ich ciał nigdy nie odnaleziono. Pizzeria znajdowała się w Londynie. Rodzice dzieci skarżyli się na smród pochodzący z animatroników, bądź krew w okolicach oczu i ust."
-Myślisz że ciała tych dzieci są w animatronikach? -zapytał Jeremy.
-Yhym -odpowiedziałam.
Później położyłam się spać cały czas myśląc o animatronikach...
***
Jutro był pierwszy dzień świąt, miał przyjechać mój brat Martin... dawno go nie widziałam. Poszłam do pracy na dzienną zmianę z Mike'm. Przyszłam do pizzerii o 5.40... było pusto na ulicach *Jak to w dzień przed świętami.*
-Cześć -przywitałam Mike'a.
-Cześć -odpowiedział Mike.
Za chwilę poszłam zobaczyć co ze starymi animatronikami. Dzień zleciał szybko. Mike gdy dowiedział się że przyjeżdża do mnie brat pozwolił mi wrócić do domu wcześniej. Wróciłam do domu o 19. Gdy podeszłam do drzwi mieszkania zobaczyłam przez okno samochód Martina. Zbiegłam po schodach i wybiegłam na dwór.
-Martin! -krzyknęłam do niego.
-Cześć siostrzyczko! -odpowiedział- pół godziny na ciebie czekałem!
-W pracy byłam, wiesz? -powiedziałam.
-Byłem pod mieszkaniem, dzwoniłem telefonem. A ty co? Nie odbierasz! -powiedział.
-Nikt ci nie otworzył? -zapytałam.
-Nie? -odpowiedział Martin.
-Dobra, chodź -powiedziałam.
Weszliśmy do mieszkania. Jeremy najwyraźniej siedział w swoim pokoju. Pokazałam Martinowi jego pokój i zrobiłam kolację. Pogadaliśmy trochę i MUSIAŁA, po prostu musiała przyjść Laura (była 22)
-Cześć? -powiedziałam do niej.
-Cześć. -odpowiedziała.
Zanim jednak zdążyła coś powiedzieć do drzwi przyszedł Martin i krzyknął "Cześć". Tak, Laura nie znała Martina i zrobiła dziwną minę.
-To mój brat. -powiedziałam.
-Ahaa -odpowiedziała Laura z miną taką samą jak wcześniej.
-Martin idź stąd, okej? -powiedziałam z groźną miną.
Gdy :debil: Martin sobie poszedł Laura zaczęła mi opowiadać. Nie, nie słuchałam jej. Gdy sobie poszła była już 22.30. Usiadłam na fotelu, i przypomniałam sobie o czymś genialnym o którym mój mózg nie powinien nigdy zapomnieć: Nie zjadłam kolacji! Jeremy akurat wychodził do pracy. Na szczęście zdążyłam do niego powiedzieć:
-Nie zwracaj uwagi na typa z brązowymi włosami, to debil czyli mój brat. Coś podobnego do Mike'a. -powiedziałam uśmiechając się. Zrobiłam sobie gorące kakałko i usiadłam na kanapie. Martin (jak to Martin) grał na (MOIM) PlayStation.
-Skąd masz GTA? -zapytał
-Kupiłam, wiesz? -odpowiedziałam.
*Powinnam zapoznać go z Mike'm, znalazł by sobie przyjaciela na swoim poziomie.* Nudziło mi się z Martinem, więc poszłam spać. *Haha* Obudziłam się w nocy o 4, idę po wodę (miałam kubek w salonie) więc musiałam tam iść... patrzę, a tu Martin gra.
-Weź to wyłącz... ile ty masz lat? -zapytałam.
-23 -odpowiedział.
-Chcesz poznać takiego jednego typa? *Na twoim poziomie? Dobra, Mike nie gra po nocach w GTA... chyba* -zapytałam.
-Jasne! -odpowiedział.
-Haha, jutro do niego zadzwonię... -powiedziałam i wreszcie wzięłam kubek. Poszłam spać i obudziłam się o 9... zrobiłam sobie śniadanie (i znowu wypiłam kakałko). Poszłam się ubrać (byłam w piżamie) i... ZADZWONIŁ MIKE!
-Siemanko! -zaczął.
-Czego chcesz? -odpowiedziałam.
-A nic... i zaczął opowiadać (Tak, nie słuchałam go.) Mówił coś tam o jakiejś tam dziewczynie i coś tam...
-Dobrze że dzwonisz... mam dla ciebie kolegę...-powiedziałam próbując powstrzymać się od śmiechu.
-Taa... niby jakiego? -zapytał.
-Mojego brata... Martina.
-Hhaha, nie dzięki.
Za chwilę gdy poszłam do salonu powiedziałam do Martina:
-Widzisz... nawet człowiek z twoim poziomem intelektualnym nie chce się z tobą zaprzyjaźnić.
O 13 zaprosiłam Mike'a i Laurę na kawę (i kakałko!). Gdy siedzieliśmy przy stole przyszedł Martin z kawą w ręku i usiadł na fotelu, po czym ogarnął że w salonie siedzą jeszcze dwie osoby.
-Eee... przedstawiam wam mojego brata Martina -powiedziałam.
-Yyy, cześć -powiedział Mike.
Martin skinął głową i wrócił do picia kawy.
-Mike idź pograj sobie z Martinem w GTA V. -powiedziałam próbując się nie śmiać.
-Masz GTA V ?! -powiedział i podszedł do Martina.
-Taak, mam GTA V.
Gdy (chłopcy) sobie poszli, zaczęłyśmy z Laurą gadać (ona zaczęła gadać.) Po kilku minutach do salonu przyszedł Jeremy z kubkiem kakałka i usiadł na tym samym fotelu co Martin. *Może jednak ich powinnam ze sobą zapoznać?*. Po chwili zorientował się że w salonie siedzą jeszcze Laura, Mike i Martin.
-Co to za zbiegowisko? -zapytał.
-Zaprosiłam ich na kawę, ale jednemu spodobało się GTA. -odpowiedziałam z dziwną miną.
-Ahaa. -powiedział.- Macie jeszcze jednego pada? -zapytał chłopaków.
-Jest, jest. Siadaj stary. -powiedział Mike.
-I teraz się chłopcy zaprzyjaźnią... -powiedziałam do Laury.
Laura przytaknęła.
I za chwilę stało się coś takiego:
Dzwonek zadzwonił i gdy otworzyłam drzwi grupa trzynastolatków zaśpiewała "Z buta wjeżdżam" Hahahaha... Mike i Martin to usłyszeli i się do nich przyłączyli.
-Debile mnie otaczają! -powiedziałam i zamknęłam drzwi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz