Poszłam do domu. Gdy doszłam była 14.40 więc miałam dużo czasu żeby się ogarnąć. Tak bardzo chciałam być w pizzerii... wpadłam na fajny pomysł. Ubrałam się w koszulę, ciemne długie spodnie, moje kochane czarne glany, czapkę z napisem "Security" przeznaczoną do pracy w dzień i nie zapomniałam o plakietce. Podjechałam samochodem do pizzerii i weszłam do budynku. Chodziłam trochę po kuchni, biurze, jadalni i w końcu przechodząc przez korytarz zobaczyłam Mike'a rozmawiającego z Jeremy'm. Przeszłam obok nich i powiedziałam "Cześć" chyba mnie nie zauważyli... ale za kilka sekund obaj równocześnie się obrócili i zaczęli się na mnie gapić wzrokiem "że co?"
-Co ty tu robisz? - zapytał Mike.
-Yyy... pracuję? - odpowiedziałam z drętwym uśmiechem.
-Miałaś odpoczywać. Idź do domu... - zaczął Jeremy
-Nie! W szpitalu zbyt się wynudziłam żeby teraz siedzieć w domu... - odpowiedziałam.
-Musisz odpoczywać... -zaczął Mike.
-Nie, nie muszę.
Jeśli nie chcesz z własnej woli zrobimy to inaczej... -powiedział Mike.
Ja zaczęłam uciekać, a Mike mnie gonił.
-Mike! -krzyknął za nim Jeremy - Nie wygłupiaj się! Zostaw ją!
Schowałam się do schowka na narzędzia... tak walnęłam banią o kaloryfer i zdarłam bandaż *Brawo ja* siedziałam przy drzwiach i nasłuchiwałam czy Mike lub Jeremy idą... usłyszałam głos Jeremiego "Natalia, wychodź!" postanowiłam że się poddam i nacisnęłam na klamkę... ale drzwi były zamknięte. Zaczęłam w nie kopać *tak, były z metalu*.
***
Mike pobiegł za Natalią. Zacząłem go wołać, za chwilę przyszedł.
-Nie ma jej. Schowała się gdzieś... -powiedział Mike.
-A-ale wiesz jakie są drzwi w tej pizzerii? -zacząłem.
-Nie, nie wiem... -spojrzał na mnie z pytającą miną.
-Jeśli weszła do pomieszczenia z metalowymi drzwiami to już po niej...-kontynuowałem.
-Jak to "po niej" ?! -zapytał.
-Nie mamy teraz czasu na opowiadania! Wal we wszystkie metalowe drzwi! -tak jak powiedziałem tak zrobiliśmy.
-Natalia! Natalia! -darliśmy się na całe gardło.
Gdy podszedłem do schowka usłyszałem głos Natalii a dokładnie "Bonnie! Wal się cwelu!". Zawołałem Mike'a i opowiedziałem o sytuacji. Mike zaczął wyważać drzwi. Wreszcie się udało! Otworzyliśmy drzwi, ale Natalia chyba nie potrzebowała pomocy...
***
Mike i Jeremy wyważyli drzwi. Zobaczyli mnie siedzącą sobie na Bonnie'm i zrobili głupie miny.
-Dzięki. -podziękowałam i poszłam do kuchni.
Mike i Jeremy pobiegli za mną.
-Co ty masz na ręce? -zapytał Jeremy.
-Opatrunek. -odpowiedziałam krótko.
-Niby z czego? -zapytał Mike.
-Emm... z futra Bonnie'ego. -odpowiedziałam- gdybym je wyprała byłby niezły opatrunek.
Mike wybuchnął śmiechem, spojrzałam na Jeremy'iego, ale tylko się lekko uśmiechnął *na szczęście*.
-Muszę przyznać, niezła jesteś. -powiedział Jeremy- pokonać BonBona...
-Dobra słodziaki, przestańcie do siebie zarywać i chodźcie na kolację! -zawołał Mike i popchnął mnie na Jeremy'iego. Niestety, staliśmy wtedy przy głównym wejściu do pizzerii (wchodziła grupa ludzi) i wyszło że przytulałam się do niego... *cholera*
-Mike debilu! -wydarłam się na niego i strzeliłam go z liścia. *Tak pięknie wyglądał*
Jeremy tylko się zarumienił. *i dobrze, bo by go ze służby wywalili jakby strzelił Mike'a w mordę. Heh*
Chodźmy coś zjeść, padam z głodu... -powiedziałam, a Jeremy i Mike tylko poszli za mną. Chyba ze sobą gadali, bo słyszałam trochę moje imię. Gdy doszliśmy do kuchni zamówiliśmy sobie pizzę. Usiedliśmy w jadalni przy jedynym wolnym stoliku i gadaliśmy *lubię pizze*. Później graliśmy w butelkę *Tak, była po piwie. Nie, to ja piłam piwo nie chłopaki. Na służbie są jo?* Niestety... wypadło na mnie. Mike wybierał zadania, a on nie oszczędza... *kurde*
*proszę żeby nie było nic z animatronikami, ani pocałunkami bo drugiego bardziej nie lubię...*
-Hmm... pocałuj Jeremy'iego! -powiedział. *Tak, tego mogłam się spodziewać*
-Ale wiesz że tego nie zrobię? -odpowiedziałam.
-Wiem, dlatego każe Ci to zrobić. *Wal się Mike.*
-A co by było gdybym tego nie zrobiła? -zapytałam.
-Musiałabyś nosić bluzkę z napisem "Kocham Justina Biebera" codziennie przez tydzień.
*No kur...de. Dlaczego nie mogę nosić fartucha z napisem "Let's Eat" ?*
-No dobra... raz kozie śmierć *czy jakoś tak* wstałam z krzesła i... pocałowałam Jeremy'iego. *w policzek!*Była już 20 i *niestety* Vincent przyszedł do pracy... ekhm...jadł kolację. *nie widziałam go wcześniej.* Tak, zaczął bić brawo... *dobrze że było już mniej ludzi* Dołączył do niego Mike... i reszta ludzi... przesiadłam się na miejsce obok Jeremy'iego.
-Nie sądzisz że ten świat jest pełen idiotów? -zapytałam go z uśmiechem.
-Sądzę, sądzę... -odpowiedział.
Chyba Mike i Jeremy zapomnieli że są w pracy tiaa...
Eemm... ktoś kradnie pieniądze ... Mike, Jeremy obudźcie się... -zawołałam.
-Ktoś kradnie kase a ty siedzisz? -zawołał do mnie.
-Nie zapominaj że ja nie jestem w pracy. -odpowiedziałam z uśmiechem.
-Bierz pistolet i pomóż nam! Ich jest czterech...
Ludzie rozbiegli się po kątach, a my podbiegliśmy do złodziei.
-Ale wiesz jak się tego używa, nie? -zapytał Mike z dziwnym uśmiechem.
-Tak wiem.
Tia, złodziejami okazała się grupa osiemnastolatków...
-Dziewczyna jako ochrona? Hahah -zawołał jeden.
Mike chyba chciał coś do nich powiedzieć, ale zrobiłam to pierwsza. *piona!*
-Czy byłbyś tak miły i rzucił broń?! -krzyknęłam.
-Nie. Nie byłbym tak miły. -powiedział "złodziej"
-Jeśli nie chcesz po dobroci... -powiedziałam i obaliłam go na podłogę *czyli szkoła policyjna się przydała!" zakułam w kajdanki i dałam do trzymania Vinowi (przybiegł przed chwilą, tak wcześniej nie zauważył). Resztę zakuliśmy w kilkanaście sekund. Zadzwoniłam na policję. Była 21 więc chłopaki kończyli wartę.
- Na razie! -pożegnałam się z nimi ziewając.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz