Następnego dnia gdy przyszła Laura zaczęłam:
-Yyy...Laura...nie szukasz pracy?
-Szukam. A coś się stało? -odpowiedziała.
-Bo...eee...tam gdzie pracuję...yyy...szukają stróża nocnego.
-No to mogę zacząć pracować. -powiedziała i uśmiechnęła się szeroko.
-To świetnie! Ale...yyy...jest możliwość...eee...że coś cię zabije...
-Że co?! Przecież...
-Ale będziesz w jednym biurze z doświadczonym stróżem! -przerwałam jej.
-No dobra... kiedy mam przyjść? -poddała się Laura.
-Na 21. Zapoznasz się z Vincentem i Jeremy'm.
-Dobra. Ale mogę pracować tylko tydzień.
Pożegnałyśmy się. Cały tydzień zleciał bardzo szybko. W sobotę zdjęli mi opatrunki. Został tylko ten na ręce. W niedziele miałam wyjść już ze szpitala. Strasznie się cieszyłam. Laura codziennie przychodziła do szpitala i opowiadała jak było.
***
Już dziś niedziela! Cieszyłam się jak dziecko. O 14 wyszłam ze szpitala. Postanowiłam że nie będę budzić Laury i poszłam na nogach. Zastanawiałam się jaki jest Jeremy i podkusiło mnie żebym poszła do pizzerii. Gdy wreszcie doszłam weszłam do środka. Wszędzie biegły dzieci, przy stolikach siedzieli rodzice i rozmawiali ze sobą. Przechodząc przez korytarze tak się zagapiłam że jakiś chłopak wbiegł na mnie. Wyglądał na wystraszonego... miał czapkę z napisem "ochrona".
-Złaź ze mnie! -krzyknęłam.
Chłopak błyskawicznie wstał i otrzepał spodnie. Za rogiem zobaczyłam Mike'a w kostiumie Golden Freddiego śmiał się i nie mógł przestać.
-Mike idioto! -wrzasnęłam
-Przepraszam, ale to było takie śmieszne -odpowiedział śmiejąc się na całą pizzerię.
Odwróciłam się do chłopaka i zapytałam czy nic mu się nie stało.
-Nic mi nie jest. -odpowiedział.
Zobaczyłam plakietkę z napisem "Jeremy"
-To ty jesteś nowym stróżem nocnym? -zapytałam.
-T-tak -odpowiedział.
Przedstawiłam się.
-Dlaczego masz opatrunek na ręce? -zapytał mnie Jeremy.
-Springtrap...
-Przepraszam że zapytałem, ale nie mogłem się powstrzymać -powiedział i uśmiechnął się.
-Nic nie szkodzi. Masz jakiś Apap czy coś na ból?
Zapytałam i przysiadłam pod ścianą. Ból ręki którą mi operowali sparaliżował mi całą rękę.
-Coś jest w apteczce zaraz przyniosę.
Akurat Mike przechodził korytarzem i powiedział do mnie:
-Widzę że będziesz miała bliznę na tej ręce...
- Spostrzegawczy jesteś. -odpowiedziałam i cicho się zaśmiałam.
W tym czasie Jeremy przyniósł tabletki na ból i wodę.
-Dzięki.
Wzięłam tabletkę i zjadłam.
-Coś cię boli? -zapytał.
-A jak myślisz? -odpowiedziałam i wskazałam drugą ręką opatrunek.
-Możesz iść pracować, nie chcę Ci przeszkadzać. Jeśli mogę pójdę do biura. Ok?
-Ok. Ale zawsze mogę ci pomóc. -odpowiedział i uśmiechnął się.
Poszłam do biura i usiadłam na krześle. Jeremy miał jakieś 20 lat i był nawet sympatyczny...gdy ból przeszedł postanowiłam iść do
domu ale oczywiście chciałam być tu cały czas...
EDIT 3.05.16:
kebab, pozdrawiam
wszystko pisane pod wpływem oranżadek z abc
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz